czwartek, 16 kwiecień
Zostaw komentarz

Takiego zamieszania wokół gry przed premierą jak i w pierwszych dniach dawno nie było. Wszystko przez wpisy autorki serii o Harrym Poterze, na podstawie których powstała gra, a które przez niektórych zostały uznane za kontrowersyjne. Ja jednak uważam, że nie należy mieszać polityki, religii czy cudzych przekonań do świata gier. Zwłaszcza jeśli taka gra jest przeznaczona dla najmłodszego grona. Wszelkie akcje związane z bojkotowaniem tytułu odniosły zupełnie odwrotny efekt. Zamiast ludzi zniechęcić Dziedzictwo Hogwardu czy jak kto woli Hogwards Legacy dzięki temu, otrzymało potężną globalną reklamę i napędziło sprzedaż do niesamowitych rozmiarów. Pozostawiając całą tą otoczkę na boku w swojej recenzji skupię się na najważniejszym. Czy faktycznie Dziedzictwo Hogwardu to tytuł, który może konkurować o miano gry roku?

Harry Porter po swojemu

Zacznijmy od początku. Czym jest gra Dziedzictwo Hogwardu? To typowy dla RPG, którego akcja rozgrywa się przed historią znaną z książek J.K. Rowling. W grze nie uświadczymy znanych postaci z książek. Jednak niektóre z nich mogą, ale nie muszą przypominać książkowe postaci. Jak będzie wyglądać główna postać to już pozostaje w gestii gracza, bo to on na początku gry ją tworzy. To od niego zależy jakiej będzie płci oraz jak będzie wyglądać. Historia jak można się domyśleć dzieje się w Howardzie oraz okolicach znanym z książek. Jeśli chodzi o zabieg umieszczenia postaci od razu w piątym roku nauczania to jest to związane zapewne tym, że młoda postać, która zaczynałaby od pierwszego roku byłaby dużo mniej atrakcyjna niż postać w starszym wieku. Nie możnaby było pozwolić takiej postaci na wiele rzeczy. Choć fabularnie zajęcia lekcyjne powielają historie znane z książek lub filmów, które działy się we wcześniejszych latach. Chociażby sadzenie Mandragor.

Jeśli chodzi o Hogward i jego przygotowanie, to przyznać muszę, że twórcy bardzo wiernie starali się odwzorować cały zamek, dbając przy tym o różnej maści detale. To samo tyczy się wioski Hogsmeate. Jednak jak to na rasowego RPG-a przystało podczas całej zabawy nie tylko te lokacje przyjdzie zwiedzać graczowi. I o ile wspomniane wyżej miejscówki są dobrze przygotowane, tak cały otaczający teren już nie wygląda i nie prezentuje się tak okazale.

Odwiedzane przez gracza lokacje powtarzają się do znudzenia. To samo tyczy się aktywności. Mapa jest tak naszpikowana powielającymi się rzeczami do znalezienia, że od razu widać na kim wzorowali się twórcy. Jest to znany schemat i wyciągnięty lub też skopiowany żywcem z gier Assassin Creed.

Fabularnie też nie ma cudów, ot prosta średnio wciągająca fabuła z mało ciekawym zakończeniem. Bez fajerwerków. Natomiast misje poboczne związane chociażby z Sebastianem prezentują się dużo ciekawiej i bardzie zapisują się w pamięci. Widać, że komuś się chciało. I żeby nie było,że neguję główny aspekt gry po prostu dobre, wyraziste postaci dużo bardziej zapisują się w pamięci gracza niż nijakie i miałkie postaci z głównego wątku. Patrz Wiedźmin w odsłonie 3 i Czerwony Baron. Każdy kto grał o nim pamięta, a mało kto jest sobie po latach przypomnieć jak skończyła się główna fabuła. Dokładnie jest tak samo w Dziedzictwie Hogwardu.

Walka na różdżki

Co tu dużo pisać jest prosta, nie wymagająca, nie stresująca. Gracz ma zawsze mnóstwo czasu na to, aby odbić rzucony w jego kierunku czar lub po prostu go uniknąć. Dawno nie widziałem gry, która by w tak prosty a zarazem ciekawy sposób prowadziła walki. Może to dlatego, że gra jest przeznaczona dla dzieci. Może w tym tkwi sedno. Od dłuższego czasu mam przesyt gier, gdzie muszę zdążyć wcisnąć w ułamku sekundy przycisk, aby kierowana przeze mnie postać nie otrzymała obrażeń lub nie zaliczyła zgona. W Dziedzictwie Hogwardu jest tyle czasu, że można nawet wyprowadzić kontratak.

Technologicznie rzecz biorąc, czyli psioczenie na działanie Hogwards Legacy

Dziedzictwo Hogwardu ogrywałem na PC i to dość mocnym. Jednak o czym muszę wspomnieć to tragiczna optymalizacja. Dawno nie widziałem tak skopanej gry. Licznik wyświetlanych klatek, bez powodu potrafił spaść z poziomu 144 do 20 paru fps. Przez co rozgrywka dość często zamiast bawić zaczynała irytować. Ja rozumiem, że za tytułem stoi niezbyt znane studio Avalanche Software. Nie mylić z Avanalche Studios. Avalanche Software ma na swoim koncie niewielkie tytuły bazujące na licencji z bajek Disneya, takich jak Cars itp. Jednak wydawcą jest WB Games, które wypuściło takie hity jak seria gier o Batmanie. I nie wierzę, że nie znalazł się tam nikt, kto nie byłby w stanie ogarnąć problem z tak dużymi dropami fps.

W Dziedzictwie Hogwardu nie napotkałem na żadne bugi czy też rażące glitche graficzne. Pod tym kontem wszystko było ok. Niestety tytuł ukończyłem i nie doczekałem się łatki poprawiającej optymalizację. A społeczeństwo graczy skupione wokół tytułu zamiast wymagać od wydawcy, aby gra została poprawiona w miarę szybko, udzielali porady typu, zejdź z ustawieniami na najniższe i wszystko będzie działać. Nie po to kupuje się sprzęt, aby zjeżdżać z ustawieniami na najniższe, tylko wymaga się, aby gry na premierę były w stanie grywalnym. Możliwe drogi czytelniku, że kiedy czytasz tą recenzję problem został rozwiązany. Jednak miesiąc po premierze nadal nic nie zostało poczynione, aby zniwelować spadające wyświetlane klatki. Dość często w moim przypadku sytuację ratowało rzucenie czaru odkrycia Revelio. Choć nie zawsze to przynosiło efekty. Czasami Revelio w miejscach gdzie było wszystko ok wręcz psuło działanie gry. To tak, żeby nie było za nudno.

Konkluzje

Czy Dziedzictwo Hogwardu to dobra gra? Zdecydowanie tak. Czy może konkurować o miano gry roku? Zapewne tak. Czy można uznać, że Dziedzictwo Hogwardu to 100% zwycięzca? Zdecydowanie NIE. Owszem w Dziedzictwo Hogwardu grało mi się bardzo przyjemnie i nie pamiętam kiedy tak się zrelaksowałem przy grze. Jednak Hogwards Legacy nie wnosi nic nowego do gatunku. Nie jest grą, którą da się zapamiętać na dłużej. Ba, w samej grze znajduje się dużo typowych misji zapychających czas w stylu, idź coś dla mnie zrób bo mi się nie chce. Misji, które absolutnie nic nie wnoszą do samej gry, a ich jedynym zadaniem jest sztuczne wydłużenie czasu rozgrywki. To samo tyczy się mapy naszpikowanej powielającymi się aktywnościami. Ja to wszystko zrobiłem i zajęło mi to ponad 70 godzin aby nie było, że piszę recenzję i neguję aspekty gry, których nie wykonałem. Na koniec dodam, że warto zainteresować się Dziedzictwem Hogwardu, bo jest to nie lada gratka dla fanów Harrego Potera. Osoby nie znające twórczości J.K. Rowling też będą się dobrze bawić.

Gra zakupiona ze środków własnych.

recenzja, Dziedzictwo Hogwardu, Hogwarts Legacy

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość