Dość często gram w symulatory i praktycznie nie jest ważne jaki to byłby symulator, to łapię się na tym, że chciałbym móc rozejrzeć się po świecie, bez używania jakiegokolwiek fizycznego kontrolera . W VR na razie nie chcę się pakować, bo to nie do końca moje klimaty. Dlatego postanowiłem spróbować czegoś pośredniego. Na rynku można dostać dwa urządzenia, które pozwalają na swobodne rozglądanie się w grach bez używania gogli VR. Jednym z nich jest Tobii Eye Tracker 5, a drugim jest Trackir 5.
Oczywiście poza urządzeniami, są też programy typu FaceTrackNoIR, który do swojego działania wykorzystuje zwykłą kamerkę internetową. Jednak minusem takiego typu programu jest to, że kamerka musi się znajdować blisko twarzy, tak aby algorytm był w stanie wyłapać obrysy oczu i ust. Słabo się to sprawdza jeśli monitor od naszej głowy znajduje się dalej niż 50 cm i mamy na nim zainstalowaną kamerkę internetową. Lepiej sprawdzają się kompleksowe urządzenia, które radzą sobie dużo lepiej. Jednak nie wszystko złoto co się świeci, a czasami od tego świecenia może rozboleć głowa.
Przejdę do konkretów. Ze względu na to, że urządzenie to nie wymaga umieszczenia na głowie dodatkowego urządzenia do śledzenia, mój wybór padł na Tobii Eye Tracker 5. Takie rozwiązanie zazwyczaj wymaga zastosowania dodatkowego kabla, tak jest w przypadku używania Trackir 5. Owszem korzystając z drugiego rozwiązania, mowa oczywiście o Trackir 5, nie trzeba korzystać z dodatkowego klipsa z diodami, bo można użyć odblasków umieszczonych na czapce. Jednak aby śledzenie ruchów głowy odbywało się poprawnie, producent zaleca używanie nadajnika z diodami. Korzystając ze słuchawek, będziemy mogli taki klips przypiąć do nich a kabel połączyć razem z kablem od słuchawek. Jednak takie rozwiązanie nie sprawdzi się kiedy nie korzystamy ze słuchawek podczas grania. Wtedy pozostaje nam korzystanie z czapeczki plus odblaski. Tak więc wciąż musimy mieć coś na głowie.
A co w sytuacji kiedy nie chcemy zakładać nic dodatkowego na głowę? W takiej sytuacji lepiej sprawdzi się Tobii Eye Track 5.
![]()
Jeśli chodzi o cenę, to oba urządzenia dostępne są w podobnych cenach. Trackir 5 można nabyć za kwotę poniżej 200 euro. Natomiast Tobii Eye Tracker 5 jest dostępne za około 230 Euro. Oba urządzenia wspierają bardzo dużą bibliotekę gier. Trackir 5 stawia bardziej na symulatory lub gry podobne. Natomiast Tobii Eye Tracker 5 posiada podobną bibliotekę gier plus wsparcie dla gier ze stajni Ubisoft. Jeśli więc ktoś grywa w gry od Ubisoft-u i chciałby urozmaicić sobie rozgrywkę poprzez użycie urządzenia do śledzenia, powinien się zainteresować Tobii Eye Tracker 5.
Jest też IRTrack v2+ znany także jako TrackIR Free Track. Jest to rodzima produkcja, która jest zbliżona budową do Trackir 5, z tą różnicą, że odbiornikiem jest kamera zamiast latarni. Zestaw, kamera plus klips, można dostać na znanym portalu aukcyjnym za około 200 złotych. Biblioteka gier jest bardzo ograniczona, choć całkiem możliwe, że nie jest na bieżąco aktualizowana.
Budowa
Wracając do sedna tematu, czyli Tobii Eye Tracker 5, to jest to zwarta konstrukcja. Większość z niej wygląda na jakiś kompozyt magnezowy, który sprawia wrażenie wytrzymałego i solidnego. Wielkość urządzenia to 285 mm x 15 mm x 8.2 mm . Na jednym z końców jest wyprowadzony kabel, który jest przyczepiony na stałe. Jego długość to zaledwie 80 cm. Na szczęście producent dodaje w zestawie metrową przedłużkę. Na froncie Tobii Eye Tracker 5, znajdują się po bokach diody świecące podczerwienią, natomiast pośrodku znajduje się kamera. I tutaj od razu pierwszy minus - kamera nie posiada fabrycznej zasłony i ma to swoje odzwierciedlenie w korzystaniu urządzenia. Ale o tym później. Z tyłu urządzenia znajduje się płytkie wycięcie z dwoma magnesami służące do montowania urządzenia.
![]()
Montaż
Wraz z urządzeniem dołączone do zestawu są dwie blaszki posiadające na jednej płaszczyźnie dość silny klej do zamontowania na monitorze. Jest też regulowane plastikowe mocowanie, które przyklejamy na dolnej krawędzi monitora. I o ile do blaszek nie ma co się przyczepić, bo sprawdzają się w swoim założeniu w 100%, tak plastikowe mocowanie nie sprawdzi się u każdego. Dla przykładu monitor, który posiadam ma dolną krawędź o szerokości 2 cm. Z tego płaska jego część, do której można przykleić uchwyt to zaledwie jeden centymetr. Jest to zdecydowanie za mało aby utrzymać ciężar urządzenia tak, aby się nie odrywało się od monitora. Lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie trackera na górze monitora lub użycie mocowania, które można by było przymocować do nogi monitora lub uchwytu, na którym jest zamontowany monitor. Jednak opcja użycia Tobii Eye na górnej krawędzi odpada ze względu na to, że zamontowane kamery i czujniki wewnątrz urządzenia są skierowane delikatnie ku górze. Natomiast mocowanie za pomocą regulowanej elastycznej opaski do nogi monitora sprawdziło by się dużo lepiej. Nawet gdyby cały zestaw wymagał zastosowania dodatkowej podpórki, wciąż byłoby to lepsze rozwiązanie niż dokupowanie nowego mocowania wraz ze zmianą monitora. A ja taką sytuacje miałem, że musiałem wymienić monitor na nowy ze względu na wadę fabryczną. Przez co straciłem dwa mocowania. Mocowanie pod monitor odkleiło się po dwóch dniach, natomiast blaszkę, która się u mnie sprawdziła musiałem odkleić, przed oddaniem monitora i nie nadawała się do ponownego użycia.
![]()
Działanie Tobii Eye Tracker 5
Producent zapewnia, że urządzenie będzie sprawnie działać w odległości od 45 cm do maksymalnie 95 cm. I faktycznie to się potwierdza, jeśli chodzi o łapanie naszych oczu. Nijak się to ma do norm zdrowotnych korzystania z monitora. Przy monitorze 24 calowym, zalecana odległość podczas korzystania z niego to minimum metr. Urządzenie poza przechwytywaniem naszego wzroku, jest też w stanie określić położenie głowy. Do 120 cm Tobii Eye Tracker 5 jest w stanie sprawnie rozpoznawać położenie naszej głowy oraz kierunek, w którym spoglądamy. Przydaje się to w niektórych grach.
Według producenta wspierane wielkości monitora to od 15 do 27 cali w proporcjach 16:9 oraz 30 cali dla monitora o proporcjach ekranu 21:9. Testując Tobii na dwóch różnych monitorach mogę stwierdzić, że lepiej ono działa z szerokimi ekranami o proporcjach 21:9 niż z małymi ekranami. Oczywiście mowa o testach w grach, ponieważ Tobii Eye Tracker 5 na chwilę obecną kiedy piszę tą recenzję nie jest wspierane przez system Windows 10 i nie można wykorzystać oczu do sterowania systemem. Może za jakiś czas się to zmieni i urządzenie zostanie dodane do wspieranych, i osoby niepełnosprawne będą mogły wykorzystać je do sterowania komputerem. Może to też nigdy nie nastąpić i Tobii Eye Tracker 5 będzie tylko urządzeniem do gier.
Link do strony Microsoftu z informacjami o wsparciu sprzętu do sterowania oczami
Użytkowanie
Tobii Eye Tracker 5 to urządzenie, które działa sobie gdzieś tam w tle i pomaga nam w rozgrywce. I w sumie nie ma się za bardzo do czego doczepić. Gdyby nie fakt, że cały czas gdzieś tam kątem oka spoglądając na urządzenie i widzimy dwie skrajne czerwone diody, które przy dłuższej sesji mogą męczyć nasze oczy.
Od strony oprogramowania nie ma się do czego doczepić, bo działa i nie miałem z nim przez kilka miesięcy problemów. Ale tutaj znowu producent nie do końca się spisał, ponieważ oprogramowania nie da się wyłączyć. Działa ono cały czas, nawet gdy nie korzystamy z Tobii Eye Tracker 5. Nie zalecane jest też przełączanie urządzenie między portami USB, bo po takim zabiegu oprogramowanie nie będzie w stanie znaleźć podłączonego Tobii Eye. Taki problem napotkałem u siebie.
Jak już jesteśmy przy użytkowaniu, to tak jak wspomniałem oprogramowanie działa cały czas. Owszem jest możliwość wyłączenia samego urządzenia Tobii Eye Tracker 5 w programie, ale brak osłony zakrywającej kamerę może sugerować, że urządzenie może działać nawet jeśli sobie tego nie życzymy. Tyle się mówi o zakrywaniu kamerki internetowe, bo łatwo się jest do nich włamać, więc racjonalnym podejściem powinno być, aby producent dodał zakrycie na kamerę zainstalowaną wewnątrz urządzenia Tobii Eye Tracker 5.
![]()
Wsparcie w grach
Tobii Eye Tracker 5 posiada bardzo bogatą bibliotekę gier, w których możemy ułatwiać sobie rozgrywkę. Nie we wszystkich tytułach sprawdzi się to ułatwienie. Powodem jest rodzaj gry oraz perspektywa jaka jest widoczna na ekranie. W przetestowanych przeze mnie grach Tobii Eye Tracker 5 bardzo słabo sprawdza się w grach TPP. Celowanie czy też tryb rozszerzony, w którym możemy się dodatkowo rozglądać, w tytułach takich jak Tomb Rider czy też w grach ze stajni Ubisoftu, nie do końca może być tym czego oczekujemy. Podczas prowadzenia rozgrywki i korzystania z Tobii odniosłem wrażenie, że nie odpowiada mi taka forma sterowania, a momentami miałem wrażenie, że mi przeszkadza. Wyjątkiem jest seria gier Watch Dogs gdzie faktycznie sterowanie oczami pomagało przy hakowaniu. Było to tak intuicyjne, że po wyłączeniu Tobii brakowało mi czegoś.
Natomiast Tobii Eye Tracker 5 bardzo dobrze spisuje się w grach typu FPS jak Far Cry, ale tylko z włączoną funkcją wspomagania celowania. Wystarczyło spojrzeć w dane miejsce lub cel, do którego chcieliśmy oddać strzał, następnie nacisnąć prawy przycisk myszy i celownik od razu znajdował się w tym miejscu. Może nie zawsze udaje się precyzyjnie wycelować, ale opcja wsparcia celowania jest bardzo pomocna.
Kolejnym typem gier w jakich sprawdzi się Tobii Eye Tracker 5 to symulatory kosmiczne typu Elite Dangerous czy też Star Citizen*. Jeśli nie gramy na dedykowanym kontrolerze tylko na myszce i klawiaturze to zdecydowanie sterowanie wzrokiem ułatwia rozgrywkę. Zwłaszcza kiedy sterowana przez nas postać siedzi za kokpitem statku. Wtedy za pomocą Tobii Eye Tracker 5 możemy się rozglądać. Nie jest to oczywiście typowe wirtualna rzeczywistość, ale można powiedzieć, że jest to taka mała namiastka prawdziwego VR.
Gry z serii F1 to kolejny typ gier gdzie Tobii sprawdza się wyśmienicie. Zwłaszcza kiedy podróżujemy po torze gdzie jest dużo ostrych zakrętów. Dzięki Tobii, możemy spojrzeć w kierunku w którym zamierzamy wykonać skręt, co powodowało skręcenie kamery w tym kierunku i pokazanie interesującego nas elementu toru. Jest to tak bardzo intuicyjne, że ma się wrażenie iż podróżuje się pojazdem jak w prawdziwym życiu.
Jeśli chodzi o moje upodobanie to zdecydowanie faworytem dla mnie są symulatory ciężarówek. Rozglądanie się na boki podczas wykonywania manewrów to coś co bardzo ułatwia rozgrywkę i wprowadza iluzję poruszania się prawdziwą ciężarówką. Efekt ten powiększa się w momencie kiedy rozgrywkę prowadzimy na kierownicy.
![]()
Podsumowując
Tobii Eye Tracker 5 to urządzenie, które jest skierowane do graczy lubiących w szczególności symulatory, bo w nich sprawdza się najlepiej. W momencie pisania i publikacji tej recenzji, urządzenie to nie nadaje się do zastosowania dla osób niepełnosprawnych jako sprzęt do sterowania komputerem. Może w przyszłości się to zmieni. Na chwilę obecną Windows 10 wspiera starsze wersje wliczając w to Tobii Eye Tracker 4c. Nie we wszystkich grach da się sensownie to urządzenie wykorzystać. Jeśli chodzi o bibliotekę gier, to jest ona pokaźna, ale tyczy się to recenzowanego sprzętu jak i sprzętu konkurencji. Czy jest to taka namiastka wirtualnej rzeczywistości i wstęp do tego świata? Powiedziałbym, że w niektórych grach owszem, jednak wszystko zależy od stopnia wykorzystania Tobii Eye Tracker 5 przez samego użytkownika.
*Star Citizen to w chwili pisania recenzji otwarty projekt w fazie testów, który nie jest ukończoną grą. Dlatego zanim zdecydujesz się na zakup przemyśl to dwa razy.