środa, 12 sierpień
Zostaw komentarz

Kiedy po raz pierwszy obejrzałem pokaz z rozgrywki Sherlock Holmes Chapter One, zastanawiałem się, w którym kierunku pójdą twórcy. W końcu to restart serii i obrana nowa droga będzie wyznacznikiem kolejnych pojawiających się części przygód „Szerlusia”. Trochę byłem zaniepokojony tym systemem walk, w końcu seria gier o Sherlocku Holmes to seria gier detektywistycznych. Na szczęście moje obawy były niepotrzebne, bo Frogwares przygotowało całkiem ciekawy tytuł.


Frogwares cenie za serię gier o detektywie Sherlock-u Holmes. Jednak moje zaufanie zostało nadszarpnięte wraz z krzywą akcją dotyczącą gry Sinking City. Chodziło o duży spór o prawa z wydawcą Nacon aka Big Ben. Ja rozumiem, że twórcy poczuli się oszukani, wykorzystani, ale co mnie to jako zwykłego zjadacza gier obchodzi? Frogwares samo zgotowało sobie ten los wybierając Nacon za wydawcę. A wykorzystywanie społeczności graczy do własnych rozgrywek uważam, za bardzo słabe. Swoją drogą Frogwares i tak przegrało sprawę w sądzie odnośnie praw do Sinking City, więc po co to wszystko było?


Każdy studio potrafi robić ładne gry

Wracając do głównego tematu, czyli gry Sherlock Holmes Chapter One to, Frogwares w końcu pokazało, że też potrafi robić ładne gry oraz projektować ciekawe lokacje. Tyle tylko, że nawet małe studia to potrafią, bo z narzędziami jakie twórcy mają obecnie do dyspozycji, można stworzyć ciekawy i ładny świat. Nadal jednak nie wszyscy potrafią robić miejscówki, które mają charakter i potrafią symulować jakąś formę życia. Na szczęście Frogwares potrafi i miasto, wyspa Cordona jest bardzo dobrze zaprojektowana i dość często podczas rozgrywki napotkamy na miejsca, w których coś się dzieje i co jakiś czas to samo miejsce po pewnym czasie wygląda inaczej. Co daje ułudę, że Cordona żyje. Oczywiście daleko im do takich gier jak seria Hitman, gdzie postacie - boty potrafią się zachowywać nieszablonowo i podejmować działania w zależności od zaistniałych okoliczności. Jednak kiedy po raz pierwszy wybrałem się na miasto, to poczułem taki mały klimat jak w grach o agencie 47.

 

 


Trochę obawiałem się otwartego miasta, piaskownicy, w której trzeba poruszać się na piechotę, aby dotrzeć do danego miejsca. I mimo, że na początku spacerowałem i oglądałem sobie miasto, tak już pod koniec rozgrywki, mając przesyt, wykorzystywałem system szybkiej podróży. Szkoda tylko, że szybka podróż naprawdę jest szybka i twórcy nie pokwapili się, aby zaimplementować podróż dorożką, tak aby można było sobie podziwiać widoki, czy też odkrywać miasto. Przecież ktoś napracował się nad stworzeniem tego miasta. A Cordona nie jest tak duża, aby podróż trwała wiekami.

 

 


Szerluś

Jako, że gra Sherlock Holmes Chapter One to restart serii. Twórcy postanowili, że pierwsza odsłona zacznie się od młodych lat Sherlocka. Trafia on na wspomnianą wyspę Cordona aby odwiedzić grób matki i przy okazji przypomnieć sobie co się wydarzyło w przeszłości. Oczywiście, jak w przypadku poprzednich części nie podróżujemy sami. W Sherlock Holmes Chapter One mam przy sobie wymyślonego przyjaciela Jon-a (czytaj Dżon), który to pomaga nam podczas prowadzenia różnych spraw czy śledztw. Przez całą rozgrywkę postać ta podpowiada nam i mówi czy zrobiliśmy coś źle czy też  dobrze. Jon wchodzi do akcji tylko kiedy znajdziemy wymaganą ilość dowodów. Sherlock kładzie się na ziemi, aby dokonać konkluzji i poskładać wszystkie elementy w logiczną całość. W zależności od sprawy będziemy mieli kilka punktów, w których musimy wybrać właściwe sekwencje, które się wydarzyły podczas np. morderstwa. Tym właśnie zajmuje się nasz wymyślony przyjaciel. Jednak wiele razy zauważyłem, że mimo iż pewna sekwencja lepiej pasuje do całokształtu to okazywało się, że byłem w błędzie. Kiedy to poza postaci z retrospekcji idealnie pasowała do znalezionych śladów, to dość często okazywało się to błędnym wyborem.

 

 


W grze Sherlock Holmes Chapter One tak jak i w poprzednich częściach zaimplementowano system przebierania. I jeśli nie ubrałem odpowiednio postaci, to nie została ona wpuszczona na teren gdzie toczyła się fabuła. Dla przykładu, jeśli chcieliśmy zejść do drugiego poziomu więzienia na komisariacie, aby przesłuchać świadka, to potrzebny był strój policjanta. Bez niego strażnik od razu informował nas o tym, że to miejsce dla wyznaczonych służb i nie ma wejścia.

 

 

 

Walki

To kolejna cegiełka z gry, której się obawiałem i okazało się, że niepotrzebnie. Raz, że można je wyłączyć w ustawieniach gry, dwa tych walk było tak mało, że w sumie urozmaiciły grę. I mimo, iż przed odpaleniem gry zarzekałem się, że je wyłączę w ustawieniach to skończyło się na tym, że ukończyłem wszystkie kryjówki bandy. Może nie z najwyższym wynikiem, ale ukończyłem. Oczywiście można te kryjówki ukończyć na dwa sposoby, albo znokautować wszystkich, albo pozabijać. Wybór należy do Ciebie. Jednak, to za znokautowanie wszystkich przeciwników dostawało się „ulepszenie’, które tak naprawę było utrudnieniem. Oczywiście to ode mnie zależało czy sobie podkręciłem poziom trudności podczas odwiedzania kolejnych kryjówek bandytów.

 

 

 

Graj jak chcesz

Jednym się może to podobać innym nie. Chodzi o to, że wybory jakie podejmuje w grze Sherlock Holmes Chapter One nie mają większego znaczenia, jeśli chodzi o finał fabuły, czy nawet samą prowadzoną aktualnie sprawę. Gra jest zrobiona tak, aby gracz wybierając jedną z kilku ścieżek czuł satysfakcję z obranej drogi. W żadnej z misji gra nie mówi, nie karze nas za to jak zakończyliśmy śledztwo. Nie ma znaczenia czy kogoś wsadzimy, czy puścimy wolno. W sprawie gdzie mamy trzech podejrzanych, nie ma zakończenia śledztwa, które by było tym właściwym. Zawsze znajdzie się tyle dowodów, że każda z trzech podejrzanych osób może być winna. I to od nas zależy, którą uznamy za winą tego co się stało i to my podejmujemy końcowy werdykt. Nikt nas za to nie oceni nie skarci, nie powie - źle wybrałeś. No może poza Jonem, który wszystkich puściłby wolno i jak postanowimy kogoś wpakować za kratki, to po ukończonym śledztwie mamy stosowny wpis w jego pamiętniku. Należy pamiętać, że Jon to wymyślony przyjaciel Szerlusia i nie należy się sugerować jego marudzeniem.

 

 


Jeśli chodzi o prowadzenie śledztwa, to nic się nie zmieniło w tej kwestii. Nadal zbieramy dowody, nadal musimy szukać informacji w prasie, kronice policyjnej, czy też kronice miejskiej. W poprzednich grach było to wszystko umieszczone w mieszkaniu Sherlocka na pólkach. W grze Sherlock Holmes Chapter One musimy się udać do odpowiedniego miejsca na mapie, aby otrzymać dostęp do interesującej nas kroniki. Nadal też, zebrane dowody łączymy ze sobą w wyznaczonym do tego miejscu. W Sherlock Holmes Chapter One nazywa się to „Pałacem pamięci” i nadal jest to w formie zakładki w interfejsie gry. Jedyna różnica jest taka, że czasami musimy znaleźć osoby na mieście, które są w posiadaniu informacji potrzebnych do popchnięcia dalej śledztwa.

 

 


Słaba muza

Czas trochę ponarzekać bo jest się do czego przyczepić. W pierwszej kolejności sięgnie się ścieżce dźwiękowej, która jest klimatyczna i pasująca do czasów i miejsca, w której rozgrywa się gra. Jednak jest zbyt uboga i powtarzalna. Co przy dłuższych sesjach może niektórych męczyć.

 

 


Ścinki

Pominę fakt, że parę dni po premierze był problem ze stabilnością gry i co chwilę wyrzucało mi ją do pulpitu. Obecnie większość premier wygląda podobnie lub nawet gorzej. Jeśli chodzi o grę Sherlock Holmes Chapter One to problem ten został rozwiązany w pierwszy poniedziałek po premierze. Jednak kiedy szybko przemieszczałem się po mieście, silnik momentami nie radził sobie z ładowaniem i projekcją tekstur, a gra była zainstalowana na dysku NVMe. Nie było to uciążliwe w zamkniętych lokacjach, które były umiejscowione gdzieś tam w nicości (dzięki Nvidia Ansel :) ) ale w mieście gdzie mijało się dany punkt dało się odczuć, że gra ma problemy z projekcją elementów. Na początku myślałem że to zwykły stuttering, czyli problemy na linii karta graficzna, monitor. Jednak po kilku testach w wybranych miejscach okazało się, że to jednak Unreal Engine coś nie bangla.

 

 


Czas na podsumowanie

Sherlock Holmes Chapter One to zdecydowanie udany restart serii znanych gier detektywistycznych. Fabularnie wszystko się zgadza i nigdy nie napotkałem momentu, gdzie brakowałoby jakiegoś elementu. Od strony technicznej poza wspomnianymi problemami, nie mam co zarzucić. Gra działa bezproblemowo na systemie Windows jak i na Linuxie. Bardzo dobrze się bawiłem i ta zabawa zajęła mi aż 43 godziny. Wynik ten, uważam za ok tym bardziej, że dla utrzymania klimatu dość długo chodziłem sobie po mieście, nie biegałem, nie goniłem za kolejną sprawą do rozwiązania. Polecam grać w ten sposób, ponieważ na wyspie Cordona wiele się dzieje i tylko od jej mieszkańców można się dowiedzieć co się wydarzyło za rogiem. Aby tego dokonać należy podsłuchiwać rozmowy przy każdej nadarzającej się okazji. A takich rozmówców można znaleźć w różnych miejscach na wyspie. Szybka podróż jak najbardziej, ale w momencie kiedy rozwiążecie misje poboczne, które mają swój urok. Bo jedne są krótkie i szybko się kończą, a nad innymi trzeba się dłużej pochylić.

 

Zakończenie było dla mnie zaskakujące i z niecierpliwością czekam na kontynuację przygód Sherlocka Holmes-a.

 

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość