czwartek, 13 sierpień
Zostaw komentarz

Z bezprzewodowym działaniem myszki, która nie potrzebuje zasilania spotkałem się grubo ponad dziesięć lat temu. Firma A4tech zaprezentowała wtedy myszkę, która nie wymagała baterii do swojego działania. Do tego była to pierwsza mysz z podświetleniem z jaką miałem styczność. Do prawidłowego działania mysz ta wymagała specjalnej podkładki, która za pomocą wytwarzanego pola elektromagnetycznego zasilała myszkę. Zastosowanie to było rewolucyjne jak na tamte czasy, ale działanie tylko na samej podkładce, która była bardzo mała, utrudniała korzystanie z komputera.


W sierpniu 2017 roku firma Logitech postawiła na podobną technologię. Bazowała ona na myszkach oraz podkładce w podobnych zasadach. Różnica polegała na tym, że podkładka do myszki jest tylko matą ładującą, a myszki wykorzystujące tą technologię mogą działać poza obrębem podkładki. A wszystko to dzięki wbudowanej baterii, która pozwala na pracę bez ładowania do kilkudziesięciu godzin poza podkładką. Testowany przeze mnie model myszki to Logitech G502 LIGHTSPEED. Mata ładująca jest jedna do wszystkich myszek wykorzystujących tą technologię.


Myszka

Zacznijmy od gryzonia, który podczas testów był przeze mnie wykorzystywany. Skupię się na krótkim jego opisie oraz plusach i minusach, ponieważ sprzęt nie jest nowy i można w internecie znaleźć mnóstwo dokładnych testów czy też recenzji tego sprzętu.

 


Logitech G502 LIGHTSPEED to mysz, która wyglądem bazuje na obecnych trendach. Jest smukła i długa, choć podczas użytkowania nie potrzeba jakiś długich palców aby sięgnąć do wszystkich przycisków. Jest to dobrze znany model myszki Logitech G502 na kablu. Oczywiście wersja bezprzewodowa nie ma kabla na stałe, ale można go dołączać aby naładować mysz. Logitech G502 LIGHTSPEED ma wbudowany optyczny czujnik Hero 25. Co oznacza, że zakres jej pracy zaczyna się od 100 dpi i kończy na 25 000 dpi. Jako, że zawsze bazowałem na myszkach laserowych od tego producenta, to nie będę ukrywał, że z pewną rezerwą podszedłem do optycznego czujnika. Jednak moje obawy były niepotrzebne. Myszka jest tak samo precyzyjna jak i mysz z czujnikiem laserowym. Tak jak w wersji przewodowej tak i w wersji bezprzewodowej mamy możliwość obciążenia myszki dodatkowymi ciężarkami.


Niestety, jeśli zdecydujemy się korzystać z technologii Powerplay do ładowania gryzonia, to pozbywamy się dodatkowego obciążenia w postaci 16 gramów na rzecz przejściówki, „monety” do ładownia myszy. Czas pracy myszki to 60 godzin bez podświetlenia RGB, a z podświetleniem skraca się do czterdziestu paru godzin. W sytuacji kiedy nie będziemy korzystać z technologii Powerplay to czas pracy tej myszy wypada słabo. Co dwa dni będziemy musieli myszkę podłączać do kabla zasilającego. Dziwi mnie takie rozwiązanie tym bardziej, że firma Logitech słynie z tego, że jej myszki potrafią działać latami bez ładowania. Z drugiej strony, myszka ta kupowana bez podkładki nie będzie spełniać swojego założenia.

 


Podkładka

Przejdźmy do podkładki, która spełnia główną role w systemie Powerplay. Dostarczana jest ona w dość ciężkim kartonie, co ma podkreślić z jakim sprzętem mamy do czynienia. Trochę smuci fakt, że nadal panuje trend pudełkowy, gdzie to jego wykonanie i waga ma podkreślić unikatowość produktu. Nie dziwi mnie natomiast, że pudełko jest sztywne ponieważ podkładka Powerplay jest niezbyt sztywna przez co można ją łatwo uszkodzić. Nie rozumiem, dlaczego producent wiedząc, że sprzęt trzeba przetransportować i jakoś umieścić na biurku nie zdecydował się na twardszy materiał. Materiał, który nie będzie tak podatny na wyginanie, a co za tym idzie nie uszkodzi się okablowanie odpowiadające za ładownie. W końcu karton podkreśla, że to produkt premium, a tu się okazuje, że trzeba uważać aby nie uszkodzić.

 


Producent nie zdecydował się też na większą ilość diod RGB, chociażby wokół samej podkładki. Jest tylko podświetlane logo Logitech-a. W zestawie znajdziemy, dwie dodatkowe podkładki, po których będzie się poruszał nasz gryzoń. Jedna twarda cieńsza, druga miękka, delikatnie grubsza. W zestawie znajduje się też moduł do ładowania, który umieszczamy w myszce. Moduł nie jest sprzedawany z myszką tylko z podkładką, więc jeśli byście chcieli korzystać z dwóch mysz jednocześnie korzystających z tej technologii to nie da rady. Sama mata też jest bardzo podatna na zakłócenia, więc nie można kłaść na niej żadnych metalowych lub magnetycznych rzeczy. Na plus na pewno fakt, że mata posiada wbudowany odbiornik dzięki czemu nie potrzebujemy podłączać kolejnego urządzenia do naszego komputera aby obsługiwać mysz.

 


Czarny koń

Aby wszystko działało jak się przynależy potrzebne jest oprogramowanie. Logitech G Hub odpowiada za połączenie całego zestawu. I tu jest mały zgrzyt bo od samego pojawienia się tego oprogramowania bywają z nim problemy. A to nie można zaktualizować bo coś się gdzieś po drodze wysypie i trzeba kombinować aby przywrócić G Hub-a do życia. A to urządzenia podłączone do niego nie do końca działają jak należy. Do podświetlenia RGB urządzeń Logitech wykorzystuję opcje „próbnik ekranu” i do czasu przed październikową aktualizacją Windowsa 10 wszystko działało poprawnie. Jednak po aktualizacji 20H2 nie mogę korzystać z opcji „próbnik ekranu” przy podświetleniu maty Powerplay i myszki jednocześnie. Oczywiście pojawiła się poprawka od firmy Logitech, jednak nie naprawia ona tego problemu. Usprawnia ona działanie maty oraz urządzeń korzystających z niej. Kwestia ładowania bo tym mata się zajmuje. Pojemność akumulatora w Logitech G502 LIGHTSPEED jest utrzymywana przez matę w granicach 90% przez cały czas jak mysz znajduje się na macie.

 


Konkluzje

Zestaw Powerplay od Logitech-a jest sprzedawany jako sprzęt przy którym zapomnisz o ładowaniu. I muszę przyznać, że tak jest. Nie patrzę, nie sprawdzam czy już przypadkiem trzeba naładować myszkę. Praktycznie zapomniałem o tym fakcie. Przyczepię się natomiast do rozmiaru mat, z których korzysta się podczas pracy z myszką, ponieważ są one mniejsze i całość wygląda trochę dziwnie, tym bardziej, że z każdej strony brakuje jakieś dwa lub trzy minimetry do krawędzi maty umiejscowione poniżej, gdzie jest cała elektronika. Nie sprawdzałem też czasu reakcji myszki czy faktycznie jest 1 milisekunda bo nie jest mi to potrzebne. Czy gracze e-sportowi powinni skorzystać z takiego rozwiązania? Ciężko mi powiedzieć tym bardziej, że nadal kabel rządzi się w tej dziedzinie gier. Jeśli chodzi o wykorzystywanie zestawu do pracy sprawdza się on rewelacyjnie. Nawet jak gdzieś przestawię na chwilę myszkę to nic się nie stanie bo w porównaniu z technologią firmy A4Tech różni się ona bardzo. Co do opłacalności zestawu to jest to temat bardzo kontrowersyjny, ponieważ sama cena myszki to koszt około 600 złotych, gdzie w wersji kablowej możemy dokładnie ten sam model dostać za połowę ceny. Do tego należy doliczyć kolejne około 500 złotych, za samą matę, co jest zbyt wygórowaną ceną, nawet jak na dzisiejsze standardy. Rozwiązanie i wygoda jaką daje połączenie maty z myszką jest rewelacyjne i godne polecenia. Jednak cena może być czynnikiem hamującym chęć posiadania takiego zestawu. Do tego należy pamiętać, że kółko dzięki któremu możemy połączyć mysz z matą jest dodawane nie do myszki lecz do maty. Jak je zgubimy to koszt tego elementu można dostać za bagatela 120 złotych. W rozrachunku końcowym mimo wysokiej ceny jak najbardziej polecam taki zestaw do obsługi komputera.

 

logitech, Powerplay, recenzja użytkowa, Logitech G502 LIGHTSPEED, A4tech, Logitech Powerplay

Wczytywanie komentarzy... Komentarz zostanie odświeżony po 00:00.

Zostaw komentarz jako pierwszy.

Zostaw tu swój ślad...
Niezalogowany ?
lub skomentuj jako gość