Rowerem 1000 km przez indyjskie Himalaje

Marcin Korzonek, instruktor turystyki rowerowej i podróżnik z ponad 20-letnim doświadczeniem, od kilku dni walczy na dwóch kółkach w indyjskich Himalajach z palącym słońcem, ostrym pustynnym wiatrem, brakiem tlenu i nocnym przejmującym chłodem. Przed nim setki kilometrów do przejechania na trasie Manali-Leh, a przede wszystkim 5 najwyższych przełęczy świata do pokonania. Wyprawa Kross The Himalaya 2018 należy do najtrudniejszych w jego życiu, a w tej chwili aklimatyzuje się w Kaszmirze i zdaje raport z pierwszego etapu.

 

Wśród podróżników znane jest powiedzenie: "Indie się kocha albo nienawidzi". Ten egzotyczny kraj czuje się wszystkimi zmysłami tak intensywnie, jak wyraziste potrafią być hinduskie przyprawy i kadzidła. Wrocławski globtroter, prywatnie informatyk i redaktor naczelny najstarszego polskiego portalu o tematyce kręcenia korbą wRower.pl, przekonał się o prawdziwości tej opinii już trzeciego dnia swojej wyprawy. Dały się we znaki problemy żołądkowe.

 

- Na szczęście na taką ewentualność byłem przygotowany i po krótkiej kuracji lekami i jednodniowym leżeniu w łóżku ruszyłem wreszcie w trasę. Ponieważ monsunowe deszcze podobno podmywają drogę w Manali, zdecydowałem się na odwrócenie trasy. Zaczynam w Śrinagarze, skąd pojadę do Leh, a następnie potem do Manali. Znajduję się obecnie w Kaszmirze, czyli najbardziej niespokojnym stanie Indii. Jeszcze w 1999 roku w Kargilu, który będę przemierzać, trwała tzw. wojna kargilska i zginęło tam co najmniej 1000 osób. Dlatego pierwsze co się rzuca w oczy to duża ilość wojska na ulicach. Posterunki i żołnierze są wszędzie. Zagraniczni turyści muszą się meldować na check-pointach – relacjonuje Marcin Korzonek. - Zaczynam od wysokości 1600 m n.p.m. Pierwszym celem jest przełęcz Zoji La o wysokości 3500 m n.p.m., oddzielająca zieloną dolinę kaszmirską od surowego i pustynnego Ladakhu. Po dwóch dniach jazdy dojeżdżam do ostatniej kaszmirskiej wioski Sonamarg, położonej na wysokości 2700 m n.p.m., gdzie decyduję się zostać jeden dzień na odpoczynek – dodaje.

 

Nieustraszonego wielbiciela ekstremalnych wrażeń martwi nieco odwodnienie. Dlatego musi przygotować się na aklimatyzację, tak jak himalaiści. Ich wzorem ma ze sobą także specjalne leki przeciwko chorobie wysokościowej. Oby okazały się niepotrzebne.


- Dziś plan jest taki: start o godzinie 6 rano i napieranie aż zabraknie energii. Potem odpoczynek i gotowanie obiadu. Przełęcz Zoji La do sforsowania, a potem obniżenie wysokości, czyli zjazd do co najmniej 3200 m n.p.m. – zaznacza Korzonek.

 

Podróżnik znajduje się w Indiach od 16 sierpnia i w planach ma pokonanie słynnej, ekstremalnie niebezpiecznej wysokogórskiej drogi Manali-Leh w regionie Ladakh, mierzącej 480 km długości. Znajduje się na nich wiele przełęczy, w tym 5 najwyższych na świecie o wysokości od ok. 4000 m do ponad 5300 m n.p.m. Łącznie, licząc wysokie podjazdy, w ciągu 36 dni podróży musi pokonać dystans ponad 1000 km. Bez żadnego wsparcia i nocując za każdym razem w namiocie. Takie spartańskie wychowanie i podróżnicze podejście. Dla rowerzysty, walczącego z mocno rozrzedzonym powietrzem tej okolicy nazywanej powszechnie Małym Tybetem, to tak ambitne wyzwanie jak dla himalaisty zdobycie ośmiotysięcznika. Wrocławianin wsiadł na trekkingowy model KROSS Trans 11.0, który dociążył ponad 30-kilogramowym bagażem, nie zapominając o panelu słonecznym i potężnych zapasach wody. Finał jego podróży ma nastąpić 20 września.

 

Całą wyprawę Kross The Himalaya można śledzić na oficjalnym profilu podróżnika na Facebooku, a jego bieżące położenie pod linkiem: https://tiny.pl/gvpxw. Więcej informacji o jego przygodach w najbardziej niebezpiecznych zakątkach świata znajduje się na stronie http://korzonek.info.

 


Drukuj   E-mail
Publikacja: Sebastian Kubiak

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież