Relacja z czwartego etapu wyprawy Kross The Himalaya

Marcin Korzonek, doświadczony obieżyświat i instruktor turystyki rowerowej, od czterech tygodni przemierza na dwóch kółkach indyjskie Himalaje. Chce przejechać słynną wysokogórską drogę Manali-Leh i pokonać 5 najwyższych przełęczy świata. Wyprawa Kross The Himalaya 2018 należy do najtrudniejszych w jego całej karierze. W tej chwili zmaga się z mrozem, przez który… woda zamarza mu w bidonach.

 

Po jednym dniu odpoczynku po wycisku jaki dała mu przełęcz Chang La ruszył na kolejny i główny etap Kross The Himalaya, czyli trasę Leh-Manali (427 km). To jedna z najsłynniejszych dróg na świecie, otwarta tylko kilka miesięcy w roku. Stanowi jedno z dwóch lądowych połączeń stolicy Ladakhu - Leh z resztą kraju. Droga zazwyczaj w październiku zostaje zasypana śniegiem i trzeba czekać do maja lub czerwca zanim stopnieje. Musi się więc spieszyć.

 

- Pierwszą przełęczą na którą musiałem wjechać była Taglang La o wysokości 5320 m n.p.pm. Podjazd z 3400 m ma długość ponad 50 km i pokonuję go przy zupełnie innej pogodzie niż do tej pory. Himalaje pokazały pazury. Temperatura spada w okolice zera stopni Celsjusza w nocy (lód w bidonie) i sięga maksymalnie do 8-12 stopni w dzień. Do tego silny wiatr, deszcz, a czasami śnieg i grad. Oprócz tego wszystkiego podczas podjazdu buntuje się żołądek i to wszystko sprawia, że na Taglang La melduję się po dwudniowej wspinaczce. Za przełęczą, po krótkim zjeździe trafiam na rzecz niezwykłą: Morein Plains to około 30 kilometrów płaskiego prawie jak stół dna doliny. Tak, w Himalajach można znaleźć kawałek drogi, który ani nie jest w dół, ani w górę. Nareszcie można się nacieszyć normalnym pedałowaniem! – tłumaczy Marcin Korzonek.


Kolejną przełęczą na którą wrocławski globtroter musi wjechać to Lachulung La o wysokości 5035 m n.p.m. Tym razem od samego początku droga jest szutrowa i kamienista, oferując przy tym fantastyczne widoki. Wąska dolina otoczona jest stromymi piaskowymi zboczami w których natura wyrzeźbiła fantazyjne kształty - szpikulce, wieże, a nawet łuk.


- Na szczycie czwartej pięciotysięcznej przełęczy staję, gdy powoli zapada zmrok. W krótkim zjeździe towarzyszą mi szczękające zęby. W nocy temperatura spada poniżej zera i woda zamarza w bidonach. Rano krótki podjazd pod Nakeela (4950 m n.p.m.) i nareszcie można cieszyć się 20-kilometrowym zjazdem, którego końcówka to Gata Loops. 21 ostrych serpentyn na stromo opadającym zboczu kończy się potężnym korkiem. Na drodze stoją dziesiątki pojazdów. Okazało się, że wojskowa ciężarówka wywróciła się na zakręcie - tuż nad przepaścią i skutecznie zablokowała wąską drogę. Mi udaje się przecisnąć, ale kierowcy muszą czekać kilka godzin. Uff! – relacjonuje miłośnik dwóch kółek i dalekich wojaży.


Korzonek znajduje się w Indiach od 16 sierpnia i w planach ma pokonanie słynnej, ekstremalnie niebezpiecznej wysokogórskiej drogi Manali-Leh w regionie Ladakh. Znajduje się na nich wiele przełęczy, w tym 5 najwyższych na świecie o wysokości od ok. 4000 m do ponad 5300 m n.p.m. Łącznie, licząc wysokie podjazdy, w ciągu 36 dni podróży musi pokonać dystans ponad 1000 km. Bez żadnego wsparcia i nocując za każdym razem w namiocie. Dla rowerzysty, walczącego z mocno rozrzedzonym powietrzem tej okolicy nazywanej powszechnie Małym Tybetem, to tak ambitne wyzwanie jak dla himalaisty zdobycie ośmiotysięcznika. Wrocławianin wsiadł na trekkingowy model KROSS Trans 11.0, który dociążył ponad 30-kilogramowym bagażem, nie zapominając o panelu słonecznym i potężnych zapasach wody. Finał jego podróży ma nastąpić 20 września.

 

Całą wyprawę Kross The Himalaya 2018 można śledzić na oficjalnym profilu podróżnika na Facebooku, a jego bieżące położenie pod linkiem: https://tiny.pl/gvpxw. Więcej informacji o jego przygodach w najbardziej niebezpiecznych zakątkach świata znajduje się na stronie http://korzonek.info.

 


Drukuj   E-mail
Publikacja: Sebastian Kubiak

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież