Recenzja "DarQ"

Zanim gra pojawiła się na ekranach było trochę szumnych zapowiedzi, ponieważ gra miała oferować coś nowego i wpuścić powiew świeżości do skostniałego rynku gier. Za oprawą dźwiękową stał sam Bjørn Jacobsen. Twórca ścieżki dźwiękowej do gier serii Hitman, czy też do gry Cyberpunk 2077. A sama gra została stworzona w grafice 2.5D.


Zapytanie czy stwierdzenie

Czy gra przygodowo-logiczna może być także grą typu psychologiczny horror? Okazuje się, że takie zestawienie jest jak najbardziej możliwe. Dzięki grafice 2,5D, która potrafi czasami nieźle gracza nastraszyć. Choć elementów straszenia nie jest zbyt dużo i podczas rozgrywki wygląda, że brakuje w niektórych miejscach wspomnianych wcześniej elementów. Odniosłem wrażenie, że twórcy nie chcą, aby co chwilę na ekranie coś wyskakiwało kiedy gracz musi rozwikłać jakąś łamigłówkę. W sumie można powiedzieć, że cała gra jest jednym wielkim labiryntem naszpikowanym różnego rodzaju rebusami i zagadkami. Stąd też zabieg, aby w wybranych momentach gracz poczuł, dreszczyk emocji na plecach.

 


Ale o co chodzi

To pytanie zada sobie każdy gracz, który uruchomi grę ponieważ od razu jest on wrzucany do akcji a raczej mieszkania głównej postaci. Nasz bohater to Lloyd, który miewa koszmary. I z tych koszmarów musimy wyprowadzić naszego ludka. Gra jest podzielona na siedem poziomów, a każdy z etapów odpowiada jednemu koszmarowi. Po każdym epizodzie wracamy do mieszkania i ponownie kładziemy się spać, to tak w dużym skrócie jeśli chodzi o rozgrywkę. Autorzy pomyśleli też o bardziej hardkorowych graczach i poukrywali znajdźki na każdym poziomie. Osobiście nie udało mi się żadnej znaleźć, więc wychodzi na to, że nie mogę zaliczyć się do tego grona. Ale do rzeczy. Poruszamy się naszym bohaterem w każdej płaszczyźnie, a pisząc każdej, mam na myśli sufity i ściany, przez co odnalezienie właściwej drogi nie zawsze bywa łatwe. Nie zawsze jesteśmy w stanie na pierwszy rzut oka zauważyć „ścieżkę” po której dotrzemy do celu. Jednak dłuższe przyjrzenie się miejscu, w którym przebywa nasz bohater, w końcu pozwoli dostrzec naszym zmysłom co należy zrobić. Na szczęście w grze nie znalazł się żaden system podpowiadania, który mógłby zniszczyć ten tytuł.

 


Czy warto

Jeśli lubisz wytężyć mózgownicę i przy okazji trochę się „postrachać” to na pewno odnajdziesz się w tym tytule. Na minus na pewno należy długość gry. Siedem epizodów to zdecydowanie za mało i wystarcza zaledwie na dwie trzy godziny gry. A to, że gra wciąga powoduje syndrom jeszcze jednego poziomu, przez co bardzo szybko zobaczymy napisy końcowe. Na duży plus to klimat, napotkane postaci, łamigłówki, oraz rewelacyjne udźwiękowienie, które czy to w słuchawkach czy głośnikach będzie brzmiało lepiej niż dobrze.


Klucz do gry udostępniła firma GOG.com.

 


Drukuj   E-mail
Publikacja: Sebastian Kubiak

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież