Nacinanie ciała, gra erotyką i pistolet przy skroni

Ciekawostki i rozrywka

Od zarania dziejów sztukę wyrażano za pomocą różnych środków przekazu, przybierających coraz śmielsze formy. Aż w 1974 r. w neapolskim studiu piękna serbska artystka Abramović rzuciła wyzwanie cielesnemu tabu. Pozwoliła publice rozebrać ją do naga i zrobić z sobą absolutnie wszystko przy użyciu bicza, siekiery, żyletki czy obcęgów. Słynny później performans przerwano, gdy po sześciu godzinach zakrwawionej kobiecie przystawiono nabity pistolet do głowy. Tak została jedną z najważniejszych przedstawicielek body artu. Już od 8 marca wystawę poświęconą jej twórczości będzie można oglądać w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu.

 

W ten sposób głównym przedmiotem artyzmu przestały być płótna, taśma filmowa, instrumenty muzyczne lub scena teatralna, a zostało nim po prostu ludzkie ciało - ze wszystkimi jego właściwościami. Body art powstał w drugiej połowie XX wieku i objawiał się głównie w licznych performansach, a także happeningach, zaliczanych do sztuki żywej. Zrywa on zwyczaj wyrażania emocji i gry swoją cielesnością przez aktora, wcielającego się w fikcyjną postać. Zamiast tego skupia całą uwagę na realnej osobie, mającej do przekazania odbiorcom część swojej osobowości i wrażliwości. W ten sposób wykonawca danego widowiska bada i przekracza własne mentalne ograniczenia oraz utarte konwencje społeczne. Wchodzi też w żywy kontakt z publicznością, często za cenę bólu i upokorzenia.

 

Bez kompromisów

Jako jeden z prekursorów szokującym jak na tamte czasy artystycznym tropem poszedł francuski malarz i rzeźbiarz Yves Klein. Zrobiło się o nim głośno w 1958 r., gdy pomalował nagie ciała modelek błękitną farbą i odciskał je na papierze lub płótnie. Spore piętno na body arcie pozostawił również nieco później amerykański architekt Vito Acconci. W jednym z pokazów leżał pod rampą po której chodzili goście wystawy, jednocześnie... masturbując się na ich widok. Zaś wszystkie mało eleganckie odgłosy z tym związane można było usłyszeć przez umieszczone w całej sali głośniki.

 

Wśród najsłynniejszych przedstawicieli body artu znajdziemy sporo kobiet. Włoska performerka Gina Pane (nazwisko znamiennie brzmiące po angielsku) zasłynęła w latach 70. z koncentrowania się na przeżywaniu fizycznego cierpienia. W swoich przedstawieniach potrafiła ciąć swoje ciało brzytwą i rozbijać nim szklane drzwi, nakłuwać ramię kolcami róży czy spożywać obrzydliwy pokarm. Z kolei francuska artystka Mireille Suzanne Francette Porte, lepiej znana pod pseudonimem Orlan, ku uciesze publiki, pozwalała przeprowadzać na swojej twarzy prawdziwe operacje plastyczne.

 

Kontrowersje i radykalna prowokacja

Z pewnością najbardziej znaną reprezentantką tego specyficznego nurtu, nazywaną wręcz „babcią body artu”, jest jednak Marina Abramović. Ideą działalności serbskiej artystki jest przekraczanie granic fizycznego bólu i prowokowanie publiczności. I tak w 1974 r. w Studio Morra w Neapolu stanęła przed widownią ze stoickim spokojem na twarzy. Obok niej na stole leżały 72 przedmioty, niektóre kojarzące się jednoznacznie: nabita broń, bicz, siekiera czy prezerwatywa. Prowokatorka pozwoliła widowni zrobić ze sobą absolutnie wszystko, na co tylko przyszła ochota. W ruch stopniowo szły różne gadżety, a akcja została nagle przerwana, gdy po sześciu godzinach nagiej i krwawiącej artystce ktoś przystawił pistolet do głowy. Natomiast rok później urządziła pokaz w którym czesała sobie włosy aż do zdarcia skóry z głowy i powstania broczących krwią ran.

 

Z kolei na początku lat 80. w serii spektakli siedziała przy stole naprzeciwko swojego ówczesnego życiowego partnera, niemieckiego performera Ulaya. W kompletniej ciszy kochankowie patrzyli sobie w oczy najpierw siedem godzin, potem trzy dni, a finalnie przez prawie dwa tygodnie. Zaskakujące? W 1988 r. oboje artyści przemaszerowali przez Wielki Mur Chiński, zaczynając wyprawę z dwóch różnych krańców. Po 90 dniach spotkali się w połowie drogi i… zdecydowali się na rozstanie.

 

W 2010 r. w nowojorskim Museum of Modern Art zorganizowano wystawę retrospektywną Mariny Abramović, na której zaprezentowała słynny performans pt. „The Artist Is Present”, uwieczniony potem na filmie. W jego trakcie spędziła w bezruchu 700 godzin (!), wpatrując się przy stole bez słowa w kolejne przysiadające się osoby. W ten sposób pewien widz wybuchł przy niej płaczem, inny napluł jej w twarz, a kolejny oświadczył się. Wystawę odwiedzili wtedy m.in. Lady Gaga, Björk, Sharon Stone i dawny partner Ulay z którym Abramović nie miała kontaktu od ponad 20 lat.

 

W hołdzie żywej ikonie

W symboliczny Dzień kobiet, 8 marca, w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu zaplanowano prestiżowy wernisaż jej wystawy pt. „Do czysta”. Składać się ona będzie z około 120 dzieł (rysunków, obrazów, rzeźb, obiektów, fotografii i filmów) z różnych okresów jej działalności - od lat 60. do współczesnych. Organizatorzy zrekonstruują również niektóre pokazy Abramović i pokażą je na żywo. Warto dodać, że zdjęcia i nagrania wideo wyświetlone zostaną na 15 projektorach marki Epson w technologii 3LCD. Taki obraz zapewnia pełnię doznań estetycznych, bo nie męczy oczu smużeniem, gwarantując dodatkowo żywe i w pełni nasycone kolory.

 

Wystawa zostanie zorganizowana wspólnie z Moderna Museet w Sztokholmie, we współpracy z Centrum Sztuki Współczesnej Louisiana w Humlebæk i Bundeskunsthalle w Bonn. Potrwa do 11 sierpnia. Polska będzie jedynym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, który uczestniczy w tym tournée, będącym ukoronowaniem 50-letniej działalności znanej artystki. Zaś sama Marina Abramović w marcu pojawi się jako gość toruńskiego Centrum Sztuki Współczesnej.

 

Więcej na temat wystawy przeczytamy na stronie https://marina.csw.torun.pl.

 

Drukuj
Publikacja: Sebastian Kubiak